Marcin Bartyński

radca prawny

Doradzam przedsiębiorcom w procesie ich przekształceń. Pomagam na każdym etapie procedury. Przygotowuję projekty dokumentów, w tym przede wszystkim aktu założycielskiego, wypełniam wszystkie formularze. W ramach procedury przekształcenia reprezentuję przedsiębiorców przed sądami rejestrowymi, organami administracji publicznej...
[Więcej >>>]

Skontaktuj się Sklep

Już kiedyś opowiadałem o tym, że przekształcenie jdg w spółkę z o. o. jest świetnym narzędziem do sprzedaży przedsiębiorstwa. Jest to atrakcyjne przede wszystkim dla kupującego chcącego nabyć całe przedsiębiorstwo razem z np. zezwoleniem na sprzedaż alkoholu, licencją transportową, zezwoleniem na prowadzenie apteki itp.

Jednym z ostatnich elementów transakcji jest zawarcie umowy sprzedaży udziałów w spółce przekształconej.

Wydawałoby się, że przygotowanie projektu takiej umowy nie powinno sprawiać większych problemów. A jednak. Niektóre umowy pomijają istnienie pewnego poglądu na to, jaki skutek wywołuje zawarcie takiej umowy – tylko skutek zobowiązujący, czy też skutek rozporządzający?

Skutek zobowiązujący umowy sprzedaży udziałów w spółce z o. o.

Czy zawarcie umowy sprzedaży powoduje przejście udziałów na kupującego? Jaki jest skutek takiej umowy?

Niektórzy twierdzą, że zawarcie umowy sprzedaży udziałów w czystej postaci nie przenosi udziałów na kupującego. Wszakże przez zawarcie takiej umowy sprzedawca jedynie zobowiązuje się do przeniesienia na kupującego przedmiotu transakcji. Według tego poglądu do przeniesienia udziałów wymagane jest zawarcie drugiej umowy – tym razem ze skutkiem rozporządzającym.

Tak więc skutek zobowiązujący takiej umowy polega na tym, że sprzedający jedynie zobowiązuje się do przeniesienia udziałów na kupującego. Samo zawarcie umowy nie wywołuje skutku w postaci przeniesienia przedmiotu sprzedaży na drugą stronę transakcji.

Skutek zobowiązująco-rozporządzający umowy sprzedaży udziałów

Jednakże inni twierdzą, że zawarcie takiej umowy wywołuje podwójny skutek: zobowiązująco-rozporządzający. Według tego poglądu samo zawarcie umowy powoduje przejście udziału na kupującego.

W oparciu o który z tych poglądów przygotować umowę sprzedaży udziałów?

Ja zakładam, że taka umowa wywołuje tylko skutek zobowiązujący. Ale do treści umowy dodaję klauzulę, która wywołuje skutek rozporządzający:)

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 602-490-321e-mail: marcin.bartynski@gmail.com

Kiedyś narzekałem, że niektórzy przedsiębiorcy w ogóle nie interesują się, co się stanie z ich majątkiem w przypadku ich śmierci. Nie przejmują się losem swoich krewnych-spadkobierców (polecam wpis „Po nas choćby potop!„). Myślę jednak, że owi przedsiębiorcy są w mniejszości, bo większość z nas nie ma po prostu świadomości, że sprawy majątkowe dotyczące przesiębiorstwa można uregulować tak, żeby po otwarciu spadku przejęcie tegoż przedsiębiorstwa sprawiło jak najmniej kłopotów spadkobiercom.

Sprawy związane z dziedziczeniem dotyczą także spółek z o. o. Udziały w spółce podlegają – co do zasady – takim samym regułom dziedziczenia, co inne składniki majątku spadkodawcy. Piszę „co do zasady”, bo tradycyjne reguły dziedziczenia udziałów można wyłączyć w umowie spółki.

Warto zasady dziedziczenia udziałów uregulować nie tylko ze względu na swoich własnych spadkobierców. Zastosowanie pewnych rozwiązań przewidzianych przez prawo spółek lub prawo spadkowe na wypadek śmierci wspólnika może ułatawić życie również nam.

Jakich regulacji?

Brak jakichkolwiek regulacji – spółka rodzinna

Na początku przyjrzyjmy się sytuacji, gdy wspólnicy w ogóle nie myśleli o tym, że mogą kiedyś umrzeć. Na tapetę weźmy spółkę rodzinną, w której wspólnikami są małżonkowie. Każdy z małżonków ma po 100 udziałów, zatem na zgromadzeniu wspólników każdy z nich ma po 100 głosów (zgodnie z zasadą, że na 1 udział przypada 1 głos). Małżeństwo ma trójkę dzieci.

Taki rozkład głosów oznacza, że w zasadzie wszystkie uchwały muszą zapadać jednomyślnie, bo żaden z nich nie dysponuje bezwzględną liczbą głosów, a zatem nie może przegłosować tego drugiego. Ale nie ma to chyba większego znaczenia, bo – jak się wydaje – u większości małżeństw raczej nie będzie sporów w sprawie zarządzania spółką, a nawet gdyby, to po burzliwej dyskusji małżonkowie ostatecznie dojdą do porozumienia (przynajmniej ja się spotykałem tylko z takimi małżeństwami).

Jeden z małżonków umiera. Ten, który pozostał przy życiu, nadal dysponuje swoimi 100 udziałami (i 100 głosami). Sytuacja komplikuje się w stosunku do 100 udziałów zmarłego wspólnika. Jak się rzekło, podlegają one ogólnym zasadom dziedziczenia. A zatem te 100 udziałów staje się przedmiotem współwłasności spadkobierców – żyjącego wspólnika i jego dzieci. W postanowieniu o stwierdzeniu nabycia spadku sąd stwierdzi, że spadek w 1/4 części odziedziczy żyjący małżonek i po 1/4 dzieci.

Ale uwaga! Nie oznacza to, że każdy ze spadkobierców ma teraz po 25 udziałów. O, nie! Te 100 udziałów jest przedmiotem współwłasności spadkobierców. Oznacza to mniej więcej tyle, że przy wykonywaniu praw z tych udziałów (np. głosując nad uchwałą na zgromadzeniu wspólników) wszyscy spadkobiercy muszą działać jednomyślnie. Pozostały przy życiu wspólnik może swoimi 100 udziałami dysponować swobodnie, natomiast co do udziałów odziedziczonych po zmarłym – musi się liczyć ze zdaniem pozostałych spadkobierców.

Ten stan może przerwać dopiero dział spadku. Postępowanie działowe znosi współwłasność majątku spadkowego. Dopiero w wyniku działu spadku spadkobiercy będą mogli podzielić pomiędzy siebie odziedziczone udziały, np. w ten sposób, że dotychczasowemu wspólnikowi przypadnie 25 udziałów (łącznie będzie miał 125 – 100 swoich i 25 odziedziczonych) i dzieciom po 25 udziałów.

Jednakże jeżeli spadkobiercy nie będą zgodni co do sposobu podziału majątku spadkowego, to postępowanie o dział spadku może być niebezpieczne dla prawidłowego funkcjonowania spółki. Przede wszystkim w tym postępowaniu – co do zasady – należy dokonać podziału całego majątku spadkowego – nieruchomości, oszczędności, biżuterii, samochodu i innych ruchomości – a wraz z nimi udziałów w spółce z o. o. Dział spadku nie może się ograniczyć tylko do części masy spadkowej, np. tylko do udziałów w sp. z o. o. (wprawdzie z ważnych powodów sądowy dział spadku może być ograniczony do części spadku, ale nikt chyba nie da 100% gwarancji, że sąd rozpoznający naszą sprawę pozwoli na takie ograniczenie). Dlatego jeżeli nie będzie zgody pomiędzy spadkobiercami, to dział spadku może się ciągnąć latami, a przez ten czas działalność spółki może być sparaliżowana.

Jak uniknąć tych kłopotów? Chciałbym podsunąć Tobie kilka rozwiązań – każde z nich ma swoje wady i zalety.

Wyłączenie dziedziczenia w umowie spółki

W umowie spółki można wyłączyć wstąpienie do spółki spadkobierców na miejsce zmarłego wspólnika. Wówczas w przypadku śmierci wspólnika jego udziały podlegają umorzeniu, a pozostały przy życiu wspólnik musi spłacić spadkobierców.

Zatem udziały zmarłego wspólnika nie będą podlegały dziedziczeniu. Na jego miejsce nie wejdą dzieci, spółka stanie się spółką jednoosobową. Spółka będzie mogła nadal funkcjonować bez ryzyka wystąpienia paraliżu decyzyjnego. Tylko że ten jedyny wspólnik będzie musiał spłacić pozostałych spadkobierców; czasami będzie musiał przeznaczyć na spłatę znaczne pieniądze.

Testament z zapisem windykacyjnym

Testament z zapisem windykacyjnym jest świetnym narzędziem pozwalającym uniknąć żmudnego postępowania o dział spadku. Każdy ze wspólników może sporządzić u notariusza taki testament i wskazać w nim, kto i ile udziałów będzie po nim dziedziczyć.

Np. każdy z małżonków może wskazać w takim testamencie, że na wypadek jego śmierci 25 udziałów będzie dziedziczyć drugi małżonek i po 25 udziałów jego dzieci. W chwili otwarcia spadku każdy ze spadkobierców dziedziczy po 25 udziałów – i to bez potrzeby przeprowadzenia podziału całego spadku.

Tutaj wystarczy tylko postanowienie o stwierdzenie nabycia spadku, w którym zostanie wskazane, jaka część ogółu spadku przypadnie na każdego ze spadkobierców oraz kto i ile nabył udziałów w spółce.

Osobiste prawo dodatkowego głosu

Ten punkt raczej nie będzie dotyczyć spółek rodzinnych. Ale będzie mieć szersze zastosowanie w innych spółkach, zakładanych np. przez kolegów albo chociażby przez dalszych krewnych.

Przyjrzyjmy się spółce założonej przez dwóch kolegów. Każdy z nich ma po 100 udziałów. No i obaj mają żonę i dzieci.

Każdy z nich ma zatem na zgromadzeniu wspólników po 50% głosów, a to oznacza, że muszą podejmować decyzje jednomyślnie.

Jeden z nich umiera. Na jego miejsce wchodzą spadkobiercy – żona i dzieci. Do tej pory wspólnik musiał się dogadać ze swoim kolegą, teraz musi z jego żoną i dziećmi…

Można tego uniknąć prostym zabiegiem na etapie tworzenia umowy spółki – przyznając każdemu wspólnikowi osobiste prawo dodatkowego głosu. Umowa spółki może stanowić, że wspólnikowi na każdy posiadany przez niego udział dodaje się jeden głos (jednocześnie zastrzegając, że jest to osobiste prawo). Dzięki temu każdy ze wspólników będzie dysponować 200 głosami (100 zwykłych głosów i 100 głosów dodatkowych).

Osobiste prawa przyznane wspólnikowi w umowie spółki mają to do siebie, że – razie przeniesienia udziałów na inną osobę – nie przechodzą na nabywcę udziałów. A zatem ten, kto nabędzie owe 100 udziałów w drodze dziedziczenia, nie będzie dysponować prawem dodatkowego głosu.

Mamy więc taką sytuację:
– dwóch kolegów założyło sp. z o. o. – każdy z nich ma po 100 udziałów i 200 głosów (100 „zwykłych” – zgodnie z zasadą, że na 1 udział przypada 1 głos, i 100 dodatkowych – tytułem osobistego uprawnienia przyznanego w umowie spółki),
– jeden wspólnik umiera, jego udziały przechodzą na spadkobierców. Dzięki rozwiązaniom przewidzianym w umowie spółki pozostały przy życiu wspólnik przejmuje władzę w spółce, bo on ma nadal 200 głosów, a spadkobiercy mają łącznie 100 głosów.

W rozwiązaniach przewidzianych przez prawo spółek i prawo spadkowe można przebierać 🙂

Dzień po publikacji ostatniego wpisu, w którym opowiadałem o tym, że przekształcenie jest dobrym narzędziem do sprzedaży przedsiębiorstwa, zgłosił się do mnie klient.

Chce kupić sklep z zezwoleniem na sprzedaż alkoholu przy wykorzystaniu tego mechanizmu. Osoba fizyczna, która prowadzi ów sklep, przekształci się w spółkę z o. o., a potem klient kupi od niej udziały.

Jest to mechanizm, który funkcjonuje w najlepsze. Kilka tygodni temu dostałem sygnał od czytelnika bloga, który w ten sam sposób chciał nabyć przychodnię (niektórzy nie zdają sobie sprawy z istnienia tego mechanizmu i wpadają w kłopoty, które można by w dość łatwy sposób ominąć).

Charakterystyczne, że wszyscy ci nabywcy finansują ze swoich środków koszty przekształcenia, a także koszty obsługi prawnej tego przedsięwzięcia.

Zapominają jednak zabezpieczyć się przed wystąpieniem pewnego ryzyka. Otóż istnieje ryzyko, że po tym, jak kupujący wpompuje środki w przekształcenie, to ten, który miał być sprzedającym, odwróci się na pięcie i stwierdzi, że nie chce słyszeć o żadnej sprzedaży udziałów.

Warto zatem na tę okoliczność – jeszcze przed rozpoczęciem procesu przekształcenia – sporządzić umowę, która regulowałaby wzajemne prawa i obowiązki stron. W tym co najmniej obowiązek zwrotu kupującemu poniesionych kosztów w przypadku rezygnacji z transakcji przez sprzedającego.

Kilka razy opowiadałem na blogu o tym, że czasami warto wykorzystać przekształcenie do sprzedaży całego przedsiębiorstwa (wspominałem o tym między innymi przy okazji wpisów o sprzedaży apteki, przeniesienia licencji transportowej, a w planach mam wpis o sprzedaży przychodni).

Przedsiębiorcy coraz częściej przekształcają się w spółkę z o. o. po to, żeby transakcję sprzedaży przedsiębiorstwa uczynić mniej skomplikowaną lub tańszą.

Ostatnim etapem tego procesu transakcji jest zawarcie umowy sprzedaży udziałów w spółce. Na co zwrócić uwagę przy redakcji postanowień takiej umowy?

Kupujący znajduje się w tej trudnej sytuacji, że może nie wiedzieć, jakie zobowiązania krótko i długo-terminowe zaciągnął przedsiębiorca przed przekształceniem, czy toczą się postępowania cywilne lub administracyjne, których przedsiębiorca jest stroną. No i nasz kupujący może mieć obawy, czy nie zatajono przed nim pewnych faktów.

Dlatego warto, żeby wymienić te wszystkie zobowiązania np. w załączniku do umowy sprzedaży udziałów, a w treści samej umowy zawrzeć oświadczenie sprzedającego, że nie ma żadnych innych zobowiązań (wymagalnych lub niewymagalnych). Obok tego oświadczenia dorzucić klauzulę, że ewentualne zobowiązania w całości pokryje sprzedający udziały. Wprawdzie na podstawie takiej klauzuli spółka nie będzie mogła zwolnić się od odpowiedzialności względem dawnych wierzycieli przedsiębiorcy, ale będzie mogła żądać od tego przedsiębiorcy zwrotu kosztów poniesionych na pokrycie zatajonego długu.

Oprócz tego oświadczenie przedsiębiorcy, że nie ma żadnych zobowiązań niż te, które zostały wymienione w załączniku, można obwarować wysoką karą umowną, gdyby się okazało, że jednak jakieś zobowiązania są (jednak te kary umowne mają sens wtedy, gdy będzie z czego je ściągać).

Charakterystyczne, że owa lista zobowiązań przedsiębiorcy załączona do umowy sprzedaży udziałów chroni także interesy sprzedającego. W przyszłości kupujący nie będzie mógł mu zarzucić, że zatajono przed nim jakieś fakty.

Warto, żeby taka umowa sprzedaży zawierała również mniej lub bardziej rozbudowane klauzule poufności. A w ogóle to w interesie sprzedającego może być podpisanie umowy o poufności przed przystąpieniem do transakcji – wszak potencjalny kupujący może się zapoznać ze stanem nabywanego przedsiębiorstwa, a potem z transakcji zrezygnować.

Oczywiście, umowa sprzedaży udziałów nie powinna się ograniczać tyko do wyżej wymienionych klauzul 🙂

Jeden agent ubezpieczeniowy opowiadał, że zawarł wiele umów agencyjnych, z których cały czas czerpie profity w postaci spływających do niego prowizji. I teraz chciałby zbezpieczyć rodzinę na wypadek swojej śmierci. Chciałby, żeby w przypadku nadejścia takiego zdarzenia umowy agencyjne nie rozwiązały się, tylko żeby prowizje spływały nadal do rodziny.

Czy przekształcenie działalności agencyjnej w spółkę z o. o. jest rozwiązaniem tego problemu?