Zwrócenie się przez wspólnika o pomoc do żandarmerii niemieckiej w czasie okupacji

Marcin Bartyński            26 marca 2014            Komentarze (0)

Mówi się, że w dzisiejszych czasach ciężko jest prowadzić biznes. Co dopiero podczas II wojny światowej!

Pewien człowiek (chyba rolnik) w 1935 r. zawarł z właścicielem młyna umowę dzierżawy tego młyna na lat 12 (do 1947 r.). Następnie ów domniemany rolnik na około 4 miesiące przed wybuchem II wojny światowej (w maju 1939 r.) zawarł umowę spółki cichej z pewną kobietą. W ramach tej umowy wspólniczka zobowiązała się zapłacić do spółki kwotę 5700 zł w ratach, jednakże nie dotrzymała umowy i zalegała z zapłatą wkładu w kwocie 2700 zł. Z tego powodu rolnik zamierzał wystąpić przeciwko swojej wspólniczce z pozwem o rozwiązanie spółki – już podczas okupacji Polski przez Niemcy.

Pozwana powierzyła sprawę tę ukraińskiemu adwokatowi dr G., a następnie w lipcu 1940 r. złożyła na powoda w tej sprawie doniesienie do żandarmerii niemieckiej, gdzie przesłuchano go w obecności jej i dr G., którzy zażądali, by zgodził się na dalsze utrzymanie w mocy wspomnianej spółki, w szczególności by uznał, że pozwana udział do spółki całkowicie spłaciła, a gdy tego odmówił, żandarmi niemieccy bili go po twarzy i po głowie grożąc przy tym, że w razie dalszej odmowy zostanie wywieziony do obozu. Pod wpływem tej groźby, przymusu i bicia powód w tym samym dniu podpisał umowę z 12 lipca 1940 r. (orzeczenie SN z dnia 13 września 1946 r., C 409/46, Legalis).

Adwokat wspólniczki w czasie dalszych negocjacji groził wspólnikowi gestapem, dlatego też przez cały czas okupacji rolnik tolerował ten stan rzeczy.

Po wojnie rolnik wystąpił przeciwko wspólniczce z pozwem o rozwiązanie spółki cichej, opierając powództwo na ważnej przyczynie.

Jeżeli powódka, Polka, zwraca się o pomoc do żandarmerii niemieckiej, znanej z okrutnego prześladowania ludności polskiej i w czasie przesłuchiwania powoda aprobuje terroryzowanie powoda przez jej adwokata, to niewątpliwie postępowanie takie jest w wysokim stopniu hańbiące i osoba taka nie może już więcej budzić zaufania u drugiego wspólnika, z istoty zaś spółki, jako opartej na zaufaniu i poczuciu solidarności, wynika, że nie można zmuszać stron do pozostawania w spółce, jeżeli wspólnik utracił to zaufanie. (orzeczenie SN z dnia 13 września 1946 r., C 409/46, Legalis).

Spółka cicha została rozwiązana.

Jaki wniosek płynie z tej historii?

{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: